
- Kończymy proces rewitalizacji, który tak naprawdę zaczął się w 1975 roku, gdy oryginalny CEDET spłonął w pożarze - tłumaczy Andrzej Chołdzyński, który kieruje zespołem pracującym nad projektem. Na efekt tych prac składają się dwa budynki. Pierwszy to znany wszystkim "Smyk" - perła powojennej architektury kojarząca się z największym warszawskim sklepem z zabawkami. Drugim będzie połączony z nim szklany gmach na planie trójkąta, który wypełni przestrzeń u zbiegu ulic Brackiej i Kruczej. - Naszym zamiarem było wydobycie historycznej skali i przebiegu Brackiej, jednej z najpiękniejszych warszawskich ulic, która ukośnie przecina Śródmieście. To układ podobny do nowojorskiego Brodwayu, tylko że wytyczony w czasach, gdy wyspę Manhattan tamtejsi Indianie dopiero sprzedawali Holendrom - podkreśla Chołdzyński.
Projekt został wstępnie uzgodniony ze stołecznym konserwatorem zabytków, ale inwestor - firma CDI, właściciel Warsa, Sawy i Juniora, nie uzyskał jeszcze warunków zabudowy. Liczy jednak, że do końca przyszłego roku dostanie pozwolenie na budowę. - Inwestycja będzie realizowana w jednym etapie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będzie gotowa na 2012 rok - zapowiada Tomasz Chenczke z CDI.

Po przebudowie, której koszt szacowany jest na ponad 100 milionów euro, budynek ma mieć łącznie około 35 tys. mkw. powierzchni. Na parterze i niższych piętrach obu części powstaną sklepy i kawiarnie, a wyżej - biura. Bryła nowego budynku ściśle wypełnia trójkątną działkę przy ulicy Brackiej, a jej agresywny narożnik będzie charakterystycznym domknięciem perspektywy ulicy Szpitalnej. Elewacje są niemal w całości szklane. - Chcieliśmy w ten sposób nawiązać do tego, czym pierwotnie był CEDET - lampionu świecącego w morzu ruin powojennej Warszawy. Ale nie mogliśmy kopiować oryginalnego pomysłu, więc staraliśmy się tę ideę wyrazić współczesnymi środkami - tłumaczą architekci.
Znakiem charakterystycznym nowego budynku stanie się z pewnością zieleń w elewacji. W kilku miejscach zaplanowano gigantyczne donice, w których wyrosną drzewa. Będą rozlokowane na różnych poziomach, a każde wypełni co najmniej trzy kondygnacje. Jak tłumaczą autorzy projektu, ma to dać złudzenie, że ludzie wciąż znajdują się w przestrzeni miejskiej, choć krążą po piętrach budynku. Podobny efekt mamy odczuwać wychodząc na tarasy, które znajdą się na dachu nowego budynku. To także nawiązanie do oryginalnego Cedetu, który na ostatnim pietrze ma ogromny taras i nieczynną od dawna restaurację, w której w latach 60. odbywały się nawet pokazy mody. To miejsce ma znów tętnić życiem.

Projekt powstał we współpracy z Grzegorzem Ihnatowiczem, architektem i synem Zbigniewa Ihnatowicza, projektanta oryginalnego CEDET-u. Budynek, choć zaprojektowany już w PRL-u, nawiązywał do najlepszych europejskich tradycji. Został zresztą doceniony przez światową prasę architektoniczą, co szybko okazało się przekleństwem autorów. Władza ludowa oskrażyła ich o kosmopolityczne odchylenie i odebrała projekt. Ihantowicz spędził nawet kilka miesięcy w areszcie, a budowę dokończono według rysunków innej ekipy. I właśnie dlatego tylne skrzydło gmachu nie zostało wpisane do rejestru zabytków. Znalazła się w nim tylko główna część CEDET-u i to nie w dzisiejszej formie, lecz jako oryginalny zamysł.
Rzeczą właściwie niespotykaną w Warszawie jest fakt, że o wpis zabiegał sam deweloper. Firma CDI znana jest zresztą z modernizacji innych obiektów o wielkiej wartości architektonicznej - wrocławskiej Renomy i poznańskiego Okrąglaka. Inwestor zapewnia, że warszawski budynek szybko odzyska wielkomkiejski blask i stanie się na nowo miejscem znanym i żywym. Zapowiada też, że zadba o detale - na elewację powróci charakterystyczny niebieski neon, który firma już wykorzystuje w materiałach promujących inwestycję. A w podcieniach zaobaczymy mozaiki zaprojektowane przez Wojciecha Fangora. 86-letniemu artyście, który karierę zrobił poza krajem, władza ludowa także nie pozwoliła na realizację pierwotnego projektu. Teraz te wszystkie detale mają odzyskać należne im miejsce.
Renowacja i rozbudowa CEDET-u to nie jedyna inwestycja handlowa w tym rejnonie. Tuż obok swój dom towarowy rozbudowują bracia Jabłkowscy, a po drugiej stronie al. Jerozolimskich bracia Likusowie stawiają kolejny ekskluzywny dom handlowy, Wolf Bracka, zaprojektowany przez Stefana Kuryłowicza. Bracka staje się więc na powrót wielkomiejską handlową promenadą łączącą plac Trzech Krzyży ze ścisłym centrum. Do pełni szczęścia - podkreśla Andrzej Chołdzyński - konieczne jest jednak uporządkowanie placu u zbiegu Brackiej, Kruczej, Szpitalnej i Chmielnej. Architekt liczy, że komercyjne inwestycje w tym rejonie skłonią władze Warszawy do uporządkowania tej okolicy.
- A w przyszłości, gdy Warszawa doczeka się obwodnicy, Aleje Jerozolimskie z autostrady zmienią się w prawdziwą wielkomiejską aleję. Wtedy możliwe byłoby połączenie obu części ulicy Brackiej - snuje plany Chołdzyński.
Nie wiadomo tylko, czy w nowym CEDEC-ie nadal będzie działał Smyk. Sieć sklepów z zabawkami narodziła się wprawdzie właśnie tutaj, ale inwestor nastawia sie raczej na sklepy odzieżowe. Nie wyklucza jednak, że i dla zabawek znajdzie się trochę miejsca.
Mam nadzieję,że wywalą Mc Donalda z antresoli i z powrotem będzie taras z knajpką, jak przed pożarem. Mam sentyment do filmu tam kręconego z Kaliną Jędrusik :)
OdpowiedzUsuńAno, mają być parasolki na tarasie od strony Jerozolimskich i tarasy na dachach. Wypas.
OdpowiedzUsuń1. Jeśli biorą się za to ludzie od Renomy (nota bene też aktualnie uzupełnianej o współczesne skrzydło na tyłach budynku) to można być spokojnym o efekt :-)
OdpowiedzUsuń2. Agresywny klin - miodzio. Patent jak w Chilehausie :-)
3. Jak Smyka stamtąd eksmitują to nie wiem, czy się nie okaże, że największy powierzchniowo sklep ma w Alexie w Berlinie ;-)