20 września 2007

Popkultura historyczna

Program lojalnościowy Orange Profit przysłał mi przed chwilą SMS-a:
  • 2 bilety na Katyń za 500 punktów. Wyślij SMS o treści...
Przypomniało mi to o kartce, którą kilka miesięcy temu widziałem w oknie jednego z krakowskich biur podróży:
  • Auschwitz-Birkenau Tour. 30 Euro.
Ktoś musiał to napisać przecież...
Kwestia taktu.

Krok w stronę Matrixa

Jestem poruszony wiadomością, którą podał właśnie na techNOblogu Michał Piotr Pręgowski. Po raz pierwszy w historii robot podjął autonomiczną decyzję o zabiciu człowieka. A nawet dwóch.

Nie chcę popadać ani w panikę, ani w patos - z dnia na dzień to wydarzenie właściwie niczego nie zmienia, szczególnie że ofiarom pewnie nie robi szczególnej różnicy fakt, iż przeszły do historii. A jednak, gdy spojrzeć na to tak, jak czyni Pręgowski, to rzeczywiście dreszcz człowieka przechodzi a przed oczami przelatują kadry z "Terminatora". Fakt, że miało to miejsce 1 września jest sam w sobie wymowny.

I tyle na ten temat.

Ale skoro już przywołałem techNObloga, to chyba mam okazję pochwalić konkurencję. Po pierwsze za to, że po dwóch dniach nagabywań ze strony kilku osób i w kilku miejscach serwis doczekał się swojego RSS-a. Czytanie blogów i blogopodbnych nie tylko z nazwy serwisów w inny sposób jest dla mnie strasznie uciążliwe, odkąd odkryłem, że wszystkie blogi (a przynajmniej na najpopularniejszych platformach) mają RSS-y, tylko nie wszystkie o tym informują - wystarczy znać składnie linka i zastosować przez analogię.

Niestety ten sprytny wybieg nie działa, gdy idzie o nowe pomysły gazety.pl, choć Plotek, Ciacha, Groszki, Infomuzyka, Limetka, PopCorner, techNOblog, Bryła, Alert24 i rzesza innych, które pewnie dopiero niebawem wyjdą spod ziemia - wszystkie powstały w oparciu o ten sam skrypt. Szerzej na ten temat pisał niedawno Marcin Jagodziński, a pod jego wpisem rozgorzała ciekawa dyskusja.

Trudno nie chwalić gazety.pl za pomysłowość, za wyszukiwanie nisz i asymilację pomysłów bloggerów goszczących na blox.pl. Ilość pomysłów i tempo ich pączkowania poraża, a osoby kręcące się po blogosferze szybko dostrzegą, że wśród autorów są twórcy blogów o ugruntowanych już wcześniej pozycjach. Ciekaw jestem, czy dostają za to pieniądze (nie ma w tej ciekawości żadnych [auto]ironicznych podtekstów).

PS: Zapomniałem dodać, że w oparciu o ten sam skrypt powstaje też blog Konstantego Turskiego, bohatera lansowanego przez gazetę.pl serialu "Ekipa". Serialu, o którym pewnie też coś napiszę, jak znajdę czas, by obejrzeć nagrane odcinki.

A nie mówiłem! [beta]

Za wcześnie, oczywiście, by przesądzać jak będzie naprawdę, ale pierwsze sygnały, że intuicja nie musiała mnie mylić ani tu, ani tu już są. Rokita w rządzie PiS? Brudziński twierdzi, że to możliwe.

Cały wywiad jutro.

19 września 2007

Linki

Dla zainteresowanych, którym RSS nie powie o zmianach - do notek Patriotyzm semantycznie nadużyty oraz Bohater tygodnia - once again dodałem linki odsyłające do innych głosów na podobne tematy.

Duchem z Dyduchem

Pokazali dziś w TV biednych Millera i Dyducha, co to mają startować z listy Partii Emerytów i Rencistów. Trzeba przyznać, że mają do siebie sporo dystansu :) - Jestem z Dyduchem - skwitowała wiadomość moja mama. - Duchem z Dyduchem - dopowiedziałem. I właśnie o duchu chciałem poniekąd powiedzieć.

Wróciła bowiem sprawa manewru Bliźniaków, którzy tuż przed rozwiązaniem parlamentu odwołali wszystkich ministrów, by nie przegłosowano wotum nieufności dla każdego z osobna, a chwilę potem powołali ich znów. Jedni mówili, że to złamanie konstytucji, inni, że tylko działanie wbrew jej duchowi, a jeszcze inni pytali, co to ma za znaczenie, skoro dni tego rządu są policzone. Dziś usłyszałem, że są i tacy, którzy twierdzą, że skoro ci sami ministrowie wrócili, to wnioski opozycji są nadal przedmiotowe. Moim zdaniem to nielogiczne - to już jednak nie są do końca ci sami ministrowie - tamtych odwołano, wnioski stały się bezprzedmiotowe i jako takie trafiły na śmietnik pełnej wzlotów i upadków historii parlamentaryzmu w Polsce. Jeśli już, to ewentualnie można by złożyć nowe, tylko że okazji nie będzie, bo sejm się już nie zbierze.

I w sumie można by było machnąć ręką na to wszystko, gdyby nie to, że właśnie w machnięciu ręką na szczegóły stanowiące o duchu demokracji upatruję w tej chwili najgroźniejszej praktyki Kaczyńskich. To właśnie tu kryje się to, co jest najstraszniejsze - a mianowicie bardzo powolne, dużo wolniejsze niż wołają z wielu stron zapalczywi publicyści niezbyt przychylni rządowi, ale jednak postępujące lekceważenie zasad. Zasady nie zobowiązują, można je naginać - ciemny lud i tak machnie ręką. Oczywiście daleki jestem od rzucania najstraszniejszymi skojarzeniami, ale proces ten na pewno dobry i korzystny dla Polski nie jest. Pogarda dla reguł demokracji bez wątpienia będzie trwałym dziedzictwem epoki braci Kaczyńskich w polskiej polityce.

Miałem nie pisać o polityce, ale ostatnio się nie da.

18 września 2007

Gadżety

W nawiązaniu do poprzedniego ogłoszenia dodam, że w najbliższym czasie planuję zmianę layoutu, co pewnie będzie skutkować czasowym bałaganem na stronie. Potem jeszcze uzupełnię linki, a tymczasem zainteresowanym gadżetami podlinkuję dwie rzeczy – instrukcje jak wykonać chmurę tagów i własną ikonę w pasku adresu.

Nie jest to trudne, skoro i ja sobie poradziłem ;)

Komercja

Złamałem się - trochę z ciekawości zacząłem sprawdzać jak działają googlowe reklamy i w końcu pojawiły się. Na razie dyskretnie, na dole, po prawej - pies z kulawą nogą pewnie w nie nie kliknie, a ja nie mogę do tego zachęcać (ciekawe, czy pisząc to podpadłem po ten paragraf?). Zobaczymy, czy to się w ogóle na cokolwiek zda.

Po pierwsze nie dla sławy, po drugie nie dla pieniędzy.
Oczywiście.

16 września 2007

Bohater tygodnia - once again

Znalazłem wreszcie chwilę, by rozwinąć myśl, która stała za krótką notką z piątku. Wrzuciłem ją jeszcze w trakcie "Bohatera tygodnia" (TVN-owi gratulujemy mocnego wejścia z nowym programem), w którym Jan Maria Rokita zapowiedział, że nie wystartuje w wyborach z listy PO, żeby - gdyby mój strzał okazał się celny - móc powiedzieć "a nie mówiłem" ;)

Po namyśle łagodzę trochę swoje słowa - nie wiem, czy Rokita będzie premierem. Ale sądzę, że znajdzie się w rządzie. Od dawna - a w ostatnich dniach kilkukrotnie, np. tu i tu (oba komentarze są sprzed tego programu) - wyrażam opinię, że Jan Maria Rokita nie jest w stanie przetrwać sejmowej kadencji bez rozwalenia jakiejś partii. Czy też, jeśli pójść za oceną iż był on w PO "wolnym elektronem"*, który zawsze był trochę obok własnej formacji, to rzekłbym iż jest to ten elektron, zderzenie z którym może zapoczątkować łańcuchową reakcję rozpadu jądra (nie jestem specem od fizyki atomowej, więc jeśli analogia czy sformułowania są koślawe z naukowej perspektywy, to z góry przepraszam).

Zapewne jest to opinia przesadzona - wyrobiłem sobie takie zdanie pod koniec lat 90. gdy ubrany w kapelusz poseł ciągle wchodził i wychodził przez bramę rządowego hotelu przy ulicy Parkowej, gdzie toczyły się negocjacje nad przyszłością koalicji AWS - UW, a potem już tylko nad przyszłością AWS i jej kandydata na prezydenta. Zakodowałem sobie wtedy, że Rokita to człowiek, który spala się w takich negocjacjach. A te z kolei z perspektywy wyborcy są tylko biciem piany.

Potem była kolejna kadencja i komisja śledcza ds. Rywina. I znów miałem wrażenie, że Rokita z zapałem przesłuchuje świadków nie dlatego, żeby dojść do prawdy, lecz dlatego, że ustalenia mogą być potem kartą przetargową w kolejnych negocjacjach.

Że odjedzie z PO byłem przekonany już po ostatnich wyborach - zresztą chyba nie tylko mnie wydaje się, że było blisko. Minęły aż dwa lata i wreszcie stało się. Moim zdaniem całą operację z Nelly Rokitą w kancelarii prezydenta i "odejściem z polityki" jej męża skoordynował Jarosław Kaczyński (o zgrozo, zgadzam się w tym z Giertychem, który powiedział to dziś w "Kawie na ławę"). Dowód? Człowiek, który niedawno w oczach premiera posługiwał się metodami, od których gorsze są już tylko mordy polityczne, nagle stał się mile widzianym, zdolnym politykiem. I nawet Gosiu go broni. I po co?
  • Po pierwsze coś takiego od razu osłabia wizerunek PO - pojawia się wizerunek partii z wewnętrznymi kłopotami.
  • Po drugie cały czas utrzymuję, że naczelną motywacją Jarosława Kaczyńskiego jest doprowadzenie do pełnej polaryzacji sceny politycznej w Polsce. A najnowsze sondaże pokazują, że do sejmu mogą wejść nawet tylko trzy partie: silne PiS, silna PO i niewiele znacząca LiD. Ale to, że chce się polaryzować nie znaczy, że nie chce się wygrywać. Silna PO jest lepsza od silnego LiD, ale gorsza od przegranej PO. Kaczyński osłabia więc PO jednocześnie...
  • ... (po trzecie) przygotowując się do tego, co nieuchronnie nadejdzie po wygranych (jak sądzi) wyborach. A nadejdzie coś nieznanego w polskiej polityce - reelekcja i niezwykle potężny (w każdym razie tak to będzie przedstawione - bo spodziewam się, że frekwencja będzie niska i realnie poparcie dla PiS będzie rzędu 10%) mandat do prowadzenia polityki w dotychczasowym duchu. Ale z kim? Jeśli się chce polaryzować, to przecież nie z PO, z LiD to w zasadzie niemożliwe, LiS-a już raczej żegnamy, a jeśli nawet nie, to jego siła może nie wystarczyć... Co tu zrobić? Odpowiedź prosta - mniejszościowy rząd, któremu PO nie będzie w stanie rzucać kłód pod nogi jednocześnie nie kompromitując się w oczach "wykształciuchów". Słowem - całkiem niezły rząd. Z brylującym w telewizji Rokitą, uśmiechającym się szeroko Marcinkiewiczem (znów strzelam), szarpiącą się z gospodarką Gilowską i... Wassermanem, Ziobro, Dornem dalej walczącymi z duchami przeszłości. Podejrzewam, że z ekipy Ghostbusters wypadnie Macierewicz - swoje zrobił, może odejść, a PO łatwo by było go krytykować.
  • PO nie będzie mogła ślepo walić w rząd, który - jeśli Kaczyński tego nie zepsuje - będzie całkiem niezły i może rychło zacząć odnosić sukcesy. Nie może, bo w ten sposób skaże się już na zawsze na miano wiecznej - i niekonstruktywnej - opozycji. Ba, reformy Gilowskiej, jeśli do nich dojdzie, poprze przynajmniej część posłów tej partii.
  • Możliwe jest nawet, że część PO pójdzie w ślady Rokity już po wyborach, a reszta będzie musiała się zbratać z LiD i...
  • ... oto mamy sejm dwupartyjny. Kaczyński może odejść. Nie zrobi tego, oczywiście, ale spełni swój cel. Tadam!
Cały ten scenariusz jest oczywiście obłożony takimi samymi zastrzeżeniami, jak ten podlinkowany w drugim podpunkcie. Może przeceniam, może to wszystko amok i działania na oślep, a nie przebłyski genialnej strategii. To zresztą nie jest najważniejsze - ważne będą skutki.

A dlaczego uważam, że PiS wygra? Mówiąc najkrócej ktoś przygotował im kampanię chamską, brutalną i prymitywną, co w polskich warunkach okaże się nad wyraz skuteczne nie tylko dlatego, że tłum chce krwi, nie tylko dlatego, że miękki Tusk nie będzie w stanie się odkuć, ale przede wszystkim dlatego, że PO w swojej kampanii mówi na razie wyłącznie o PiS. A wiadomo - nie ważne jak mówią, ważne że mówią. PiS wygra, bo jest go pełno i sprawia wrażenie, że ma pełnię inicjatywy. A opozycja z lekkim przerażeniem rozjeżdża się właśnie jak początkującemu łyżwiarzowi nogi.

Przy okazji - wiele się ostatnio pisze o politykach w sieci. O blogu Ryszarda Czarneckiego, na który często powołują się tradycyjne media lub o tym, że Waldemar Pawlak używa Linuxa. Ten i ów ma nawet videologa. A Jan Maria Rokita ma stronę WWW nie aktualizowaną od 27 sierpnia. Niby nie tak długo, a jednak dziwne, że nie ma tam nawet oświadczenia w sprawie jego decyzji.

* Nie wiem, kto to powiedział - słuchałem telewizora z kuchni ;)

------------------------{ edit: 19.09.07, 01:52 }------------------------

Inni na ten sam temat:

15 września 2007

Bohater tygodnia 2

Ktokolwiek wygra wybory, Leszek Miller (który właśnie odszedł z SLD) nie będzie premierem.

Tak strzelam ;)

14 września 2007

Bohater tygodnia

Jeśli wybory wygra PiS - a twierdzę, że wygra - Jan Maria Rokita (który właśnie „odszedł z polityki”) będzie premierem.

Tak strzelam. Zobaczymy.

©
Jeśli chcesz wykorzystać jakiś materiał z tej strony, pamiętaj o podaniu źródła.
--
Obrazek Małego Powstańca na deskorolce autorstwa Jerzego Woszczyńskiego wykorzystałem dzięki uprzejmości autora.
--
Szablon: Denim by Darren Delaye.